Skip to main content
Newsy z Polski

Czy górne wyciągi na Pilsku znikną? Spór o dzierżawy pokazuje, dlaczego Polsce potrzebne jest „prawo śniegu”

Przyszłość części wyciągów orczykowych w górnej strefie Pilska w Korbielowie może zależeć nie od stanu technicznego urządzeń ani nawet od ilości śniegu. Kluczowe okazują się prywatne grunty, warunki dzierżawy i rosnące koszty utrzymania infrastruktury. To lokalny problem, ale zarazem przykład szerszej bariery, która od lat hamuje rozwój narciarstwa w Polsce i argument za potrzebą uchwalenia tak zwanego „prawa śniegu”.

Piotr Burda
Gruupka narciarzy w czerownych i ciemnych stronajc na tle ośnieżonej kosodrzewiny
Pilsko ok. 2003 roku archiwum autora

Góra Pilska między kosztami a własnością

Górne partie Pilska są jednym z największych atutów Korbielowa: wysoko położone trasy, naturalny śnieg i rozległy teren mogą stanowić o atrakcyjności całego ośrodka. Jednocześnie trasy, wyciągi i niezbędna infrastruktura przebiegają przez wiele prywatnych działek.

Z forumowej dyskusji wynika, że strony rozmawiają o nowych zasadach dzierżawy gruntów w rejonie górnych tras. Padają tam kwoty idące w setki tysięcy złotych za sezon, uzależnione od liczby dni działania tras. Do tego dochodzą przeglądy techniczne, przygotowanie tras, ratrakowanie, obsługa oraz ryzyko coraz krótszych i mniej przewidywalnych zim.

To właśnie brak wieloletniej stabilności może powstrzymywać nie tylko bieżące uruchamianie wyciągów, ale też większe inwestycje. Trudno modernizować kolej, prowadzić instalacje, rozwijać naśnieżanie czy planować całoroczną ofertę, gdy nie ma pewności, że za rok albo kilka lat dostęp do fragmentu trasy pozostanie możliwy. Problemy gruntowe pojawiają się na Pilsku od lat i według uczestników forum wpływają nawet na pozornie proste prace infrastrukturalne.

Argument za „prawem śniegu”

Sytuacja w Korbielowie dobrze pokazuje sens debaty o tak zwanym „prawie śniegu”. Senacki projekt nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami - druk nr 784 - ma tworzyć mechanizm dla wyjątkowych sytuacji, w których rozproszona własność gruntów blokuje funkcjonowanie lub modernizację infrastruktury narciarskiej. Nie oznaczałby automatycznego odebrania ziemi właścicielom, lecz możliwość odpłatnego ograniczenia korzystania z nieruchomości po spełnieniu określonych warunków. 

Projekt zakłada między innymi wcześniejsze negocjacje z właścicielem, zgodność inwestycji z planowaniem przestrzennym, zgodę rady gminy oraz poparcie właścicieli reprezentujących co najmniej 75 proc. powierzchni objętej inwestycją. Właścicielom przysługiwałyby wynagrodzenie i odszkodowanie, a w określonych sytuacjach także możliwość żądania wykupu nieruchomości. 

Nie przywilej, lecz równowaga

Nie chodzi o to, by prywatny operator dostał prawo do dowolnego korzystania z cudzej ziemi. „Prawo śniegu” powinno chronić również właścicieli: gwarantować uczciwe, rynkowe wynagrodzenie, obowiązkowe rokowania, przejrzystą procedurę i realną rolę samorządu.

W tej sprawie ważna jest również opinia przygotowana dla Kancelarii Senatu przez prof. Macieja Serowańca. Jej główny wniosek jest taki, że zasadnicza konstrukcja projektu może być zgodna z Konstytucją RP, jeśli ograniczenie korzystania z nieruchomości będzie oparte na ustawowych gwarancjach i zasadzie proporcjonalności.

Pilsko jest dobrym przykładem, że polskie narciarstwo potrzebuje stabilnych zasad - takich, które jednocześnie szanują prawo własności, umożliwiają opłacalne prowadzenie ośrodka i chronią gospodarkę miejscowości żyjących z turystyki. Bez porozumienia w sprawie gruntów nawet śnieg, istniejące wyciągi i zainteresowanie narciarzy mogą nie wystarczyć, aby górna część ośrodka mogła normalnie funkcjonować.



Zobacz również