Trzy miejsca na narty blisko Polski, które poleciłabym z rodzinom na ferie
Rozpoczęły się ostanie dwa tygodnie ferii zimowych. Z wolnego od szkoły korzystają m.in. dzieci z woj. śląskiego. Trasy w Beskidach zatłoczone, nie wspominając o polskich Tatrach. A ja mieszkając blisko granicy polsko-słowackiej często właśnie na Słowacji delektuję się szusowaniem po dobrze przygotowanych stokach. Oto co polecam rodzinom.

Kubińska Hola - od jednodniowych wyjazdów do całorocznej destynacji
Bliskość polskiej granicy sprawiała, że jeszcze kilkanaście lat temu na Kubińską Holę masowo przyjeżdżali narciarze z Katowic, Gliwic czy Krakowa. Ośrodek oferował wtedy naturalny śnieg i podstawową infrastrukturę – wyciąg orczykowy, brak hoteli i zaledwie 400 miejsc noclegowych w pobliskim Dolnym Kubinie. – Narciarze wpadający tu na jeden dzień to była norma – wspomina Maroš Badáň, prezes Regionalnej Organizacji Turystycznej Klaster ORAVA.
Przełom nastąpił kilkanaście lat temu. Inwestor podpisał długoterminowe umowy dzierżawy z właścicielami gruntów, zainwestował w nowoczesne koleje krzesełkowe, wyciągi i hotel Green z ekologicznym ogrzewaniem na biomasę. Powstał system naśnieżania.
Dziś Kubińska Hola to kompleks narciarski z czteromiejscowymi kolejami linowymi (dwa krzesełka), ośmioma wyciągami talerzykowymi o łącznej przepustowości 7000 osób na godzinę i kilkunastoma kilometrami tras narciarskich. Ośrodek przygotowuje się na coraz krótszy sezon zimowy, inwestując w systemy sztucznego naśnieżania. Widoki na Tatry Wysokie, Zachodnie, Małą i Wielką Fatrę przyciągają już nie tylko narciarzy, ale i turystów szukających dłuższego wypoczynku. Co ważne, w okolicy przybywa prywatnych kwater, a ośrodek wydzielił sporą część dolnej części ośrodka na naukę jazdy dla dzieci. Mogą tu szusować w ciągu dnia oraz w trakcie nocnej jazdy trzy razy w tygodniu, same lub pod opieką wykfalifikowanych instruktorów. Przy dolnej stacji znajdziemy też kilka restauracji i dwie wypożyczalnie sprzętu. Górne partie Kubińskiej Holi to świetne trasy czerwone i czerwono-czarna o krótkim, ale stromym odcinku – wszystkie doskonale przygotowane dla narciarskiej braci (zwłaszcza rano warto się tu wybrać). Jest też niebieska wiodąca przez las wężykiem.
Ośrodek postawił też na całoroczną ofertę, bo zimy są coraz krótsze. Z pomocą polskiej firmy powstały trasy downhillowe dla rowerzystów – w tym 5,5-kilometrowa, rodzinna trasa z zakrętami, skoczniami i trudniejszymi odcinkami dla zaawansowanych. Zbudowano też jedną z najdłuższych w Europie tyrolek (zipline) o długości 1700 metrów, a dla najmłodszych – park rozrywki z atrakcjami, łódeczkami i możliwością łowienia ryb.
Ciąg dalszy pod zdjęciami i reklamą
Ośrodek narciarski Rohacze-Spalena
Ośrodek Rohacze-Spalena w okolicy Zuberca, w sercu Tatrzańskiego Parku Narodowego, narciarską zimę „pielęgnuje” od grudnia do maja. Dzięki północnemu położeniu stoków i rozbudowanemu systemowi sztucznego naśnieżania (5,7 km tras), śnieg utrzymuje się tu wyjątkowo długo.
Rohacze-Spalena uchodzą za ośrodek o najlepszych warunkach śniegowych na Słowacji. Na narciarzy czeka 7 kilometrów tras o zróżnicowanym stopniu trudności i nowoczesna infrastruktura: sześcioosobowa kolejka z podgrzewanymi kanapami i owiewkami (2400 osób/godzinę, prawie 2 km długości), trzy szybkie wyciągi talerzykowe (łącznie 1500 m, 2400 osób/godzinę) oraz czteroosobowa kanapa (1400 m, 2000 osób/godzinę), która ma wrócić do użytku w nadchodzącym sezonie.
Ośrodek cieszy się popularnością nie tylko wśród narciarzy i snowboardzistów, ale także skialpinistów. Trasa skiturowa na Salatyn przyciąga miłośników górskich wypraw. Skiturowcy mogą korzystać z tras narciarskich po uiszczeniu opłaty 5 euro lub wybrać przejście Doliną Rohacką bez konieczności zakupu karnetu. Kluby narciarskie mają możliwość rezerwacji tras już od godziny 7.00 rano, przed oficjalnym otwarciem ośrodka (czynny od 9.00 do 16.00).
Na miejscu działa przestronna, niedroga restauracja serwująca słowackie specjały, a zimą parking jest bezpłatny.
Ośrodek narciarski Brezovica
Narciarski ośrodek na górnej Orawie nie może konkurować rozmachem z alpejskimi kurortami, jednak dla tych, którzy cenią sobie autentyczne wrażenia i spokój, Brezovica może okazać się prawdziwym odkryciem. Położona z dala od zgiełku miast i zimowych kurortów, zaledwie 7 kilometrów od Trsteny, na obrzeżach miejscowości Brezovica, stacja narciarska przyciąga tych, którzy szukają alternatywy dla tłocznych tras w polskich Tatrach.
Dojazd do Brezovicy nie nastręcza trudności – z Katowic to około dwie godziny jazdy przez przejście graniczne w Korbielowie i malownicze okolice Jeziora Orawskiego. Z Krakowa dotrzemy tu w półtorej godziny, a z Zakopanego w mniej niż godzinę. To właśnie mieszkańcom Podhala stacja poleca się szczególnie: zamiast czekać w kolejkach do wyciągów pod Szymoszkową czy Kasprowym, można wybrać szerokie, niemal bezludne stoki Brezovicy. Ostatnio główną trasę w Brezovicy „objechałam” 25 razy w ciągu zaledwie trzech godzin. Tu po prostu ni e stoi się w kolejce.
Na miejscu narciarze znajdą szybki wyciąg talerzykowy obsługujący główne trasy oraz mniejszy wyciąg przeznaczony dla dzieci, początkujących i szkółek. Dzięki osobnemu podjazdowi najmłodsi i debiutanci nie muszą dzielić stoku z zaawansowanymi narciarzami. Dodatkowym atutem jest system sztucznego naśnieżania, co pozwala na szusowanie nawet w marcu.
Stacja oferuje wygodny, bezpłatny parking i łatwy dojazd – choć pierwsza wizyta może wywołać wrażenie podróży na koniec świata. Na miejscu znajduje się Hotel Górski Brezovica z restauracją, który przeszedł generalny remont, zyskując wyższy standard i strefę wellness.
Dla najmłodszych przygotowano łatwą trasę o długości 950 metrów oraz polankę do nauki w pobliżu głównych tras, a dla bardziej zaawansowanych – wymagającą trasę o długości 650 metrów.
Dłuższy pobyt? Właściciele resort proponują noclegi w domkach położonych około dwóch kilometrów od wyciągu, w czterogwiazdkowym Garden Hotel&Resort Oravsky Haj. To miejsce z historią – niegdyś ośrodek dla partyjnych elit, dziś zachwyca rozległością (20 hektarów, osiem obiektów, 36 pokoi na 120 osób) i bogactwem oferty. W głównym budynku znajduje się recepcja, restauracja, sala kongresowa i koliba, a w osobnym obiekcie – największa na Orawie strefa wellness, basen, sauny, jacuzzi, masaże, solarium i siłownia. Dzieci mogą korzystać z „małpiego gaju” i ścianki wspinaczkowej, a w stawie łowić ryby w stawie. Ekologiczny, naturalnie oczyszczany basen zewnętrzny działa w sezonie letnim. Właściciele Oravskiego Haju są też w posiadaniu winnicy Chateau Grand Bari w innej części Słowacji. Goście Haju mogą spróbować tokajów również na miejscu, m.in. w piwniczce zbudowanej z wulkanicznego tufu.
Restauracja Oravsky Haj bazuje na własnych produktach – od mięsa po warzywa z własnych szklarni. W menu znajdziemy śniadania europejskie, rosół z bażanta czy stek z jelenia, a także swojskie wyroby po świniobiciu.
Otoczenie ośrodka sprzyja aktywnościom przez cały rok: jazda konna (40 koni do dyspozycji), ścieżki rowerowe dla miłośników MTB i szos, a zimą – trasy narciarstwa biegowego o długości 17 km oraz idealne warunki do snowkite’a. Goście hotelu kupują karnety na wyciągi ze zniżką, a na miejscu kursuje skibus.
Rezerwacji można dokonywać przez stronę www.oravskyhaj.sk oraz portale rezerwacyjne.
*Autorka tekstu jest trzykrotną akademicką mistrzynią Polski w narciarstwie alpejskim oraz wielokrotną mistrzynią Polski dziennikarzy w tej dyscyplinie, a także uczestniczką mistrzostw świata dziennikarzy w narciarstwie alpejskim.*



















