Skip to main content
umpa

Szymon Sapeta o Pucharze Energetyków

Autor: |
foto: Wiktor Bubniak
foto: Wiktor Bubniak

Rozmowa ze zwycięzcą klasyfikacji generalnej kategorii open cyklu zawodów dla pracowników sektora energetycznego.

Skąd wzięło się u Pana zainteresowanie narciarstwem alpejskim?
Mój pierwszy kontakt z nartami kojarzę ze zdjęć z dzieciństwa – ledwo odstający od ziemi 4 - latek, na plastikowych nartkach. Z racji miejsca zamieszkania (okolice Żywca) dostęp do stoków narciarskich miałem ułatwiony - zimą czas wolny zazwyczaj spędzałem na śniegu. Od kilku lat poza turystyką narciarską interesuję się także jazdą sportową. Staram się przynajmniej raz do roku pojechać w Alpy. Nie jest to dużo, ale pod okiem doświadczonych trenerów, czy zawodników, da się znacznie poprawić technikę jazdy. Od kilku sezonów jeżdżę z GO4ADVENTURE, gdzie Aga Schwenk (tegoroczna mistrzyni polski amatorów i była zawodniczka reprezentacji polski) pomaga doskonalić technikę i pokazuje jak wycisnąć z dwóch desek jeszcze większą prędkość nie tracąc przy tym głowy. Do tego dochodzą weekendowe treningi na tyczkach w Polsce, Czechach i na Słowacji. Na więcej nie starcza czasu.

Nie był to Pana pierwszy sezon w zawodach o Puchar Energetyków.
Tak, już drugi rok z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w zawodach z tego cyklu. Zarówno zeszłoroczna edycja, jak i rozegrana w sezonie 2012/2013 były zawsze świetnie przygotowane. W porównaniu do poprzedniego sezonu nastąpiło kilka zmian regulaminowych. Stworzone zostały dwie klasyfikacje open i super slalom oraz kategoria handy. Dzięki temu więcej osób mogło powalczyć o laury i cieszyć się z zajęcia miejsca na podium. W mojej opinii najlepsze w tym roku były zawody na stoku Harenda w Zakopanem, gdzie w okolicach mety rozłożona była scena, na której wszystkich uczestników do rywalizacji i zabawy rozgrzewał zespół Jazzowy! W zawodach o Puchar Energetyków startuje kilka osób jeżdżących bardzo dobrze, więc i poziom rywalizacja sportowej jest wysoki. Poprzedni sezon pokazał, że myśleć o zwycięstwie można wyłącznie jadąc szybko nie popełniając przy tym błędów. Jednak ze względu na formułę zawodów (eliminacje i slalom równoległy), trzeba też czasem do przejazdów podejść taktycznie. W ubiegłym sezonie chciałem w każdym przejeździe pojechać na maksimum moich możliwości, co niestety nie zawsze pozwalało dojechać do mety i końcowy efekt nie był zadowalający.... Celem na ten sezon było podejście do startów z „chłodną głową”. Jechać szybko, gdy trzeba i zachować margines bezpieczeństwa, gdy miałem przewagę (głównie w slalomie równoległym). Wesoła atmosfera, bardzo fajna formuła rozgrywania zawodów oraz spotkania z pracownikami sektora energetycznego, którzy też pasjonują się narciarstwem powodują, że z niecierpliwością oczekuję następnego sezonu. Ciekawym rozwiązaniem mogłoby być dopuszczenie do startu rodzin. Na pewno jeszcze więcej osób z chęcią przyjechałoby na takie „rodzinne” zawody. Według mnie miałoby to podwójnie pozytywny wpływ: podniesienie poziomu rywalizacji sportowej i na pewno jeszcze lepsza zabawa podczas rozgrywania zawodów z krówkami TAURONA. Tak czy inaczej wielkie podziękowania należą się firmie TAURON za pomysł i organizację cyklu Pucharu Energetyków!

<content>19112</content>

Czy narciarstwo, a tym samym inicjatywa stworzona przez firmę TAURON oraz Pana Andrzej Bachledę - Curusia jest popularna wśród Pana kolegów oraz koleżanek w firmie?
Inicjatywa Pucharu Energetyków na pewno jest pozytywnie odbierana przez pracowników. Nawet osoby, które nie jeżdżą na nartach, ale mają w swoim zespole kogoś startującego zwracają uwagę na poszczególne edycje. Ci, którzy startują planują wspólne narciarskie wyjazdy wybiegające nawet poza poszczególne edycje i śledzą na bieżąco wyniki zawodów. Nie raz, w poniedziałek rano podczas przygotowywania porannej kawy, padało pytanie – no i co, jak poszło? Dotarłeś do mety? Bardzo fajna jest klasyfikacja drużynowa, która pozwala stanąć na podium najrówniej jeżdżącej drużynie. Na pewno po relacjach publikowanych na łamach miesięcznika TAURON kilka osób więcej poznaje mnie na korytarzach, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Najważniejsza jest dobra zabawa i aktywne spędzenie wolnego czasu w miłym towarzystwie, nowe znajomości i wspólna jazda na nartach.

Czy zachęcał Pan swoich współpracowników do spróbowania sił i startu w zawodach?
Do wyjazdu na każdą z edycji staram się zachęcić jak najwięcej osób. Uważam że nie są to mistrzostwa świata i każdy jeżdżący dla przyjemności pracownik sektora powinien wziąć w nich udział. Jest to super zabawa, a dla tych ambitniej podchodzących do tematu dobra możliwość sprawdzenia się. Zawody zawsze przygotowane są od A do Z – trzeba jedynie dojechać na miejsce, a tam czekają karnety, przygotowane stoki, dobre jedzenie oraz na 100% dobra zabawa. Niech żałują Ci, którzy jeszcze nie byli!

Gdzie postawił Pan zwycięski puchar?
Puchar stoi w domu. Narciarstwo nie jest jedynym sportem jaki staram się uprawiać (polecam również wszystkim paralotnie) – tegoroczne trofea dołączyły do kilku innych, wcześniej zdobytych „wazonów” obciążających jedną z domowych szaf.

Czy zamierza Pan wziąć udział w przyszłych edycjach?
Zdecydowanie tak! Można powiedzieć narciarstwo jest moim zimowym sposobem na życie.  Kończąc tydzień pracy człowiek z przyjemnością pakuje się i pomimo zimna, często trudnych warunków drogowych, jedzie aby móc cieszyć się białym szaleństwem. Przyznam, że już teraz nie mogę doczekać kolejnej edycji!

foto: Wiktor Bubniak foto: Wiktor Bubniak
foto: Wiktor Bubniak foto: Wiktor Bubniak