#
Skip to main content

COVID-19: Straty branży narciarskiej na świecie i w Polsce

Autor: |
Na krzesełkach

Branża narciarska zwalnia pracowników i liczy straty. Informacje o katastrofalnej wręcz sytuacji dobiegają  niemal z całego świata. Kłopoty finansowe mają stacje za oceanem, stacje w Alpach, te u naszych sąsiadów i nasze rodzime. Jedynym rynkiem, z którego nie słychać krzyków rozpaczy to wzrastający rynek Chiński. Jest to jednak wyjątek.

Największy w naszej części Europy operator ośrodków narciarskich, słowacki TMR ogłosił przedwczoraj kolejne zwolnienia, tym razem pracę straci ponad 200 pracowników, część z nich to pracownicy etatowi, część to osoby, którym kończą się kontrakty, które nie zostaną przedłużone. O skali problemu mówią liczby, rok temu TMR zatrudniał 3500 pracowników na Słowacji, w Polsce, Austrii i Czechach, po zwolnieniach zostanie ich 1100 w tym 785 na Słowacji.

Zwolnienia w firmach bezpośrednio zaangażowanych w prowadzenie ośrodków narciarskich mają miejsce już od marca ubiegłego roku. Niedawno rozpoczął się podobny proces w firmach produkujących sprzęt narciarski i wyposażenie stacji narciarskich, przewiduje się, że kulminacja tej fali zwolnień nadejdzie latem bieżącego roku. Lata 2021 i 2022 będą bardzo ciężkie dla biur projektowych i firm zajmujących się nadzorem budowlanym i inwestycyjnym.

W wielu krajach prawdopodobnym staje się scenariusz, w którym stacje narciarskie pozbawione będą przychodów z podstawowej działalności aż do początku sezonu zimowego 2021/22. Przyjmując, że stacje zostały zamknięte w połowie marca 2020 roku i ruszą w grudniu 2021, mamy 20 miesięcy - prawie dwa lata bez normalnych przychodów.

Oczywiście, firmy te mogą liczyć na pomoc swoich rządów, jednak nigdzie ta pomoc nie sięga 100% utraconych przychodów. O szczęściu mogą mówić ci, którym pomoc rządowa pozwoli przetrwać. W walce o przetrwanie nie myśli się o inwestycjach, plany rozwojowe schodzą na dalszy plan  – koło się zamyka . Dziś tracą ośrodki, jutro stracą branże zależne.

Znamiennym może tu być przykład z Francji, gdzie firmy zajmujące się wyposażeniem ośrodków narciarskich szacują spadek przychodów o 80%. Ten dramat dotyczy ponad 400 firm położonych w Sabaudii I górnej Sabaudii zajmujących się produkcją i konserwacją systemów naśnieżania, ratraków, wyciągów narciarskich czy też badaniami rozwojowymi tych branż.

Patrick Grand'Eury, prezes Cluster Montagne, stowarzyszenia, które zrzesza firmy zajmujące się szeroko rozumianą „branżą górską” powiedział:
„Nasze prace związane z sezonem 2020/21 w większości wykonywaliśmy latem i jesienią, zamknięcie ośrodków w sezonie zimowym odbije się na naszej branży przez zmniejszone zamówienia w ciągu najbliższych 6 miesięcy i w następnym sezonie zimowym, apelujemy do władz o plan naprawczy który obejmie również branże dostarczające wyposażenie dla stacji narciarskich”.

Kolejnym przykładem z rynku francuskiego jest zapomniana przez tamtejszy rząd grupa lekarzy prowadzących przychodnie w kurortach narciarskich. W normalnym sezonie narciarskim 95% ofiar wypadków w ośrodkach ma na jakimś etapie pomocy kontakt z „Les medecins de montagne”, lekarzami pracującymi w górach. Ich przychodnie działają cały rok, poza sezonem służą lokalnym mieszkańcom, jednak głównym źródłem ich przychodów są turyści.

Straty ponoszą szkoły narciarskie, największa we Francji École du ski français (ESF), szacuje, że przychody w tym sezonie spadną o 270 mln euro, dla przypomnienia w ubiegły sezonie wynosiły 300 milionów.

O podobnych problemach donoszą media z Włoch czy Austrii, w tej ostatniej wyciągi co prawda mogą funkcjonować jednak przy zamkniętych hotelach i ograniczeniu w podróżach korzystają z nich praktycznie tylko okoliczni mieszkańcy.

Za oceanem sytuacja jest równie niepokojąca. Rynek amerykański jest odmienny od europejskiego. O ile w Alpach zazwyczaj ośrodki zarządzane są przez lokalne firmy, które czasami zrzeszają się w większe organizmy (przykładem może być włoskie konsorcjum Dolomiti Superski) to w USA kilku wielkich operatorów zarządza większością ośrodków. Największy z nich Vail Resort inc, jest właścicielem ponad 10 ośrodków narciarskich. Zazwyczaj właściciel wyciągów jest tu jednocześnie właścicielem hoteli, wypożyczalni sprzętu i restauracji.

Kolejną amerykańską specyfiką są systemy karnetów. Stacje i systemy łączonych karnetów preferują klientów kupujących karnety całosezonowe, narciarzy jednodniowych skutecznie odstraszają ceny jednodniowych karnetów, sięgające w szczycie sezonu w najdroższych ośrodkach kwot powyżej 200$, rekordowa cena w tym sezonie sięgnęła 225$ (ok. 185 euro) w ośrodku Steambot.

Kryzys spowodowany przez COVID uderzył w amerykańską monokulturę ośrodków narciarskich ze zdwojoną siłą a kolejne, ogłaszane przez poszczególne stany, okresy kwarantanny dodatkowo rozpoczęły falę zwrotów opłaconych karnetów sezonowych. Wielu ośrodkom za oceanem grożą sprawy sądowe.

Jak na tle sytuacji w Europie i USA ma się sytuacja branży narciarskiej w Polsce?

Niestety źle, wręcz bardzo źle. Mimo ogłaszanych przez rząd kolejnych tarcz i prezentowanych na ekranach setkach milionów złotych pomocy wiele zimowych biznesów z tej pomocy nie zobaczy grosza.

Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Polskie ośrodki narciarskie stoją na dwóch biegunach, z jednej strony mamy duże ośrodki należące do jednego właściciela jak Szczyrk Mountain Resort (w rzeczywistości nawet tu sytuacja nie jest tak prosta – dwa wyciągi na Skrzyczne należą do COS), PKL prowadzący różnej wielkości ośrodki położone w różnych częściach Polski, Zieleniec, który wśród narciarzy postrzegany jest jako jeden ośrodek, w rzeczywistości jest konsorcjum wielu firm czy Białkę Tatrzańską,

Z drugiej strony polskie stacje zimowe to setki małych rodzinnych często firm, obsługujących pojedyncze wyciągi narciarskie.

Pomiędzy nimi mieszczą się dziesiątki średniaków dysponujących kilkoma wyciągami. Duża część z nich zarabia tylko zimą, o ile wyciągi krzesełkowe mogły podreperować budżety właścicieli latem, to orczyki od marca 2020 są nieczynne, jeśli nie ruszą w lutym, to ich właściciele będą pozbawieni przychodów co najmniej do grudnia  2021 roku (20 miesięcy).

Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne, największa organizacja zrzeszająca ośrodki w wydanym kilka dni temu oświadczeniu wręcz pisze o „antytarczy”, wskazując na absurdy zawarte w tych aktach, wśród nich kwestię zatrudnienia pracowników. Składając wniosek o subwencję, właściciel firmy musi podać stan zatrudnienia na wybrany dzień, do wyboru ma dwie daty: 31 grudnia 2019 roku lub 31 lipca 2020. Kto pamięta zimę 2019, ten wie, że śniegu było wtedy bardzo mało i niewiele ośrodków zatrudniało pełną obsadę. Data druga: 31 lipca 2020 – to środek lata, gdy czynne są nieliczne koleje gondolowe i krzesełkowe obsługujące turystów i w nielicznych przypadkach rowerzystów. Nawet największe ośrodki zatrudniają wtedy ułamek załogi. Jak można sobie wyobrazić, podawanie stanu zatrudnienia w tych dwóch terminach i szacowanie na ich podstawie subwencji w przypadku ośrodków narciarskich nie da realnej pomocy.

W oświadczeniu PSNiT czytamy: „Ponadto w przypadku mikrofirm takich jak małe wyciągi narciarskie zatrudniające na 31 grudnia 2019 do 9 osób – utrzymanie średniorocznego zatrudnienia jako warunku do całkowitego umorzenia subwencji jest na takim poziomie po prostu niemożliwe do spełnienia”.

Większość polskich ośrodków narciarskich zarabia przez 3-4 miesiące sezonu zimowego, osiągnięty zimą dochód musi zapewnić środki finansowe na 8-9 miesięcy bezruchu.

Problemy finansowe dotykają również producentów sprzętu i właścicieli sklepów i wypożyczalni sprzętu. Arkadiusz Walus — Przewodniczący Komitetu Narty Snowboard Outdoor powiedział niedawno:
„W listopadzie 2020 spadki rok do roku były na poziomie 50-80%, a w grudniu, miesiącu generującym zawsze największe obroty w roku, z racji chwilowego otwarcia stoków narciarskich oscylowały w okolicach 50%. W styczniu 2021 zaś, jeśli stoki nie zostaną otwarte, szacujemy spadki na poziomie 80%. Podobnie może być w lutym, jeśli obostrzenia nadal będą obowiązywać”.

Trudne czasy czekają na narciarzy, już teraz pozbawieni jesteśmy możliwości korzystania ze stoków narciarskich, a w najbliższej przyszłości możemy spodziewać się braku inwestycji i upadku branży w takim kształcie jaki znamy.