Skip to main content
umpa

Stubaier Gletscher - niemiecka precyzja w Austrii

Autor: |
Na lodowcu
Na lodowcu

Stubaier to jeden z najbardziej znanych i najbardziej popularnych (wśród polskich narciarzy) austriackich lodowców. Jest sercem krainy Stubaital, położonej w najsłynniejszym narciarskim rejonie Austrii - Tyrolu.

Pobyt: 11-14 listopada 2004

W dobie GPS i wobec "klepania dojazdu" do Tyrolu w wielu poprzednich recenzjach, daruję wszystkim kolejny opis trasy. Nadmienić jednak należy, że Stubaital to jedna z dalej położonych tyrolskich dolin - około 1100 km z południowej Polski. Wszyscy planujący wyjazd do doliny Stubaital powinni zaopatrzyć się także w 2,50 euro opłaty za wjazd w to piękne miejsce, uiszczane w bramkach przy zjeździe z autostrady. Ci, którzy nie zamierzają związać reszty życia z tym miejscem powinni przyoszczędzić drugie 2,50 żeby na powrót też było... Tak więc na razie "piątka nie nasza", ale wjeżdżamy.

Dwie pierwsze miejscowości Fulmpes i Miedres pozwalają na w miarę tanie zakwaterowanie (50 euro dziennie za apartament 4 osobowy) w bardzo przyzwoitych warunkach. Obie miejscowości są bardzo urokliwe, położone na zboczach, ale trafienie po raz pierwszy pod wskazany adres graniczy z cudem. Nie wiem kto wymyślił tamtejszą numerację, ale system ten potrafi przerosnąć nawet najtęższe umysły. Obie miejscowości stanowią w zasadzie jedną całość. Na miejscu jest wszystko co potrzebne: sklepy lokale, kompleks basenów oraz główna atrakcja - ośrodek narciarski Schlick 2000, jedno z ulubionych miejsc treningowych austriackich alpejczyków. Jest także wada - 25 kilometrów do dolnej stacji kolejki na lodowiec Stubaier. Niestety... coś za coś. Dla tych z zasobniejszym portfelem pozostaje Neustift, czyli centralna miejscowość doliny Stubaital, znacznie bardziej prestiżowa i co za tym idzie luksusowa, leżąca około 10 km od lodowca (czyli też niezbyt blisko).
Pora na wyjazd. Zarówno z Fulmpes i Miedres jak i z Neustift pod lodowiec regularnie kursują skibussy. Tych, którzy wybrali wariant samochodowy przerazić może odległość od wejścia do dolej stacji kolejki oraz kas, w jakiej przyjdzie im zaparkować samochód (chyba, że zjawią się tam "skoro świt"). Parkingi są ogromne i oczywiście bezpłatne. Niestety, ostatni znajduje się w odległości około kilometra od miejsca docelowego. Niezła perspektywa, ale tylko dla tych, którzy są miłośnikami spacerów po mokrym asfalcie w butach narciarskich z nartami na barkach. Ci, którzy nie rozsmakowali w tego rodzaju przyjemnościach nie mają się jednak czym przejmować. Rzecz niespotykana na szerszą skalę... małe skibusy dowożące narciarzy z parkingów pod kasy. Nieźle co? Ale to dopiero początek.
Czas na kasy. Niestety tanio nie jest, to "ból" większości tyrolskich ośrodków. Nie należy zapomnieć pokazać w kasie karty meldunkowej z hotelu lub kwatery, daje to automatycznie kilka procent zniżki ( dzieci do 10 roku życia mają darmowy skipass!!!). Podobnie sprawy mają się z innymi atrakcjami w Dolinie (baseny, korty). Generalnie kartę zawsze warto mieć przy sobie i pokazywać przy każdej nadarzającej się okazji. Przy kasach oczywiście"pełna kultura i jasność sytuacji". Stosy mapek i folderów różnego kalibru, o które nie trzeba się nikogo prosić i oczywiście live info o warunkach narciarskich i pogodowych wyświetlane na niezliczonej ilości monitorów.

Na nartach
Czas na górę. Kolejka do gondoli "słusznej" długości. Bramki... ooo jest minus, karnety zwykłe - wkładane do czytników. Pod tym względem Stubaier pozostaje w tyle za konkurencją, która w większości stosuje karnety zbliżeniowe. Używane tutaj mają jednak taki plus, że nie trzeba za nie płacić kaucji. Do góry można udać się na dwa sposoby: pierwszy to gondola Gasmsgarten, drugi - Eisgrat. Zaczynamy od wariantu nr. 2. Do gondoli Eisgrat zawsze jest dłuższa kolejka, ale za to pozwala ona szybciej i bardziej komfortowo dostać się w główny rejon lodowca. W połowie trasy przesiadka na drugą część kolejki i w końcu lądujemy w bazie wypadowej przy kompleksie lokali i sklepów sportowych Eisgrat (2900mnpm). Dobre miejsce na zostawienie "towaru" i dalszą eksplorację lodowca.
Na początek gondola Schaufejicch, transportująca narciarzy prawie na wierzchołek góry Schaufelspitze (3333mnpm). Mamy tutaj dwie możliwości. Pierwsza z nich to kierunek w lewo na orczykowy wyciąg Schlepplift Gaisskarferner, wzdłuż którego biegną trzy szerokie i gładkie trasy 5, 5a i 5b: niebieska, czerwona i czarna, tak więc każdy znajdzie tu coś dla siebie. W przypadku braku śniegu czynna jest tylko wyższa część orczyka, gdzie trasy są bardzo płaskie. Jeżeli zrezygnujemy z jazdy tym orczykiem, ze stacji gondoli udajemy się w prawo. Proponuję od razu wypuścić się "na kreskę" przez wąską dojazdówkę, chyba, że ktoś woli podchodzić niż zjeżdżać. Jest to niestety jedyna możliwość dostania się w rejon bardzo gustownego, malutkiego lokalu będącego zarazem górną częścią krótkiego orczyka Schlepplift Windachferner, wzdłuż którego biegnie krótka niebieska trasa nr 6 (tutaj przynajmniej nie było kolejek).

Dla tych, którzy chcą "konkretniej" pojeździć, pozostaje wariant przejazdu przed knajpą dalszą częścią dojazdówki, aż do głównego stoku lodowca Stubaier. Z tego miejsca w dół biegnie jeden wielki, szeroki stok, w górnej części stromy i wypłaszczający się na dole. To niebieska trasa nr 1. Stok znakomity do nauki i szlifowania techniki, ale dla "ścigantów" i ostrych slalomistów zdecydowanie za płaski. Z trasy nr 1 można zjechać wprost do opisywanej gondoli Schaufejicch i tak ponawiać opisaną rundkę do znudzenia. Można też darować sobie objeżdżanie wierzchołka Schaufelspitze, co na dłuższą metę bywa męczące i do woli korzystać z orczyka

Elsioch 2, transportującego narciarzy wzdłuż trasy nr 1. Z prawej strony wspomnianego orczyka znajduje się dodatkowo krótki wyciąg dla dzieci. Jeżeli nie zakończymy rundy trasą nr 1 przy Eisgrat, istnieje możliwość zjazdu dolną częścią tej trasy w rejon drugiego kompleksu sklepowo - restauracyjnego, Gamsgarten. Wszystko w porządku, tylko na tym odcinku zdecydowanie powinno zmienić się oznaczenie z niebieskiej na czerwoną. Większą część stoku stanowi stroma, szeroka ścianka, na której, zwłaszcza przy dużej ilości ludzi i trudnych warunkach mogą pojawić się problemy.
Na tych, którzy zdołali jednak tu dotrzeć czekają duże atrakcje (zwłaszcza dla dzieci). Małe dziecinne centrum narciarskie Kinderland to znakomite miejsce dla stawiających pierwsze kroki narciarskie dzieciaków. Wszędzie niezliczone grupy przedszkolaków dziarsko, gęsiego jadących za - przebranymi za Myszki Miki lub inne postacie - instruktorami. Dodatkowo krótkie wyciągi dla dzieci poprowadzone są w specjalnych tunelach, osłaniających pociechy od wiatru. Pełen profesionalizm.

Restauracja Gamsgarten jest jednocześnie górną stacją gondoli o tej samej nazwie, stanowiącej drugi wariant wyjazdu z dołu. Z tego miejsca można wyjechać sześcioosobową "kanapą" Eisjoch z powrotem na Schaufelspitze i gnać w dół trasą nr 1. Na szczęście, przy takim wariancie nie trzeba objeżdżać wierzchołka góry. Druga możliwość to skierowanie się na krzesełko Rotadl i zjazd niebieską trasą nr 7 pod orczyki Daunferner 1 i 2. Wzdłuż Rotadl biegną także trasy czarna 18 i czerwona 17. Wróćmy jednak do orczyków. To jeden z mankamentów kompleksu Stubaier. Najlepszy stok bez krzesełka... niestety. Po lewej stronie wspomnianych orczyków biegnie niebieska 7, szeroka i delikatna z bardziej stromą środkową częścią. Po prawej czerwona 9 równomiernie nachylona i dość stroma. Niestety oba stoki to ulubione miejsca testowo - treningowe i często bywają w większej części zamknięte dla zwykłych zjadaczy chleba, którym pozostaje jedynie wąski przesmyk. Do górnej stacji wspomnianych orczyków można także dostać się z rejonu Schaufelspitze krzesełkiem Witelspitz.


To w zasadzie całość tras dostępnych na słynnym Stubaiu w okresie 11-14 listopada 2004. Trasy poniżej były jeszcze zamknięte pomimo dość intensywnych opadów śniegu. Górne partie, te czynne przez niemal okrągły rok, nie szokują niczym szczególnym. Złe wrażenie potęgowały jeszcze fatalne warunki na trasach i ogromne ilości ludzi. Miejscami gęstość zaludnienia przypominała słynną "szczyrkowską" Golgotę. Warunki też zresztą były podobne. Miękka nawierzchnia pod nartami rzeszy narciarzy szybko zamieniała się w muldy i kopy, zwłaszcza na bardziej stromych odcinkach. Być może, gdyby było mroźno, słonecznie i bardziej twardo wrażenia byłyby o niebo lepsze ale cóż... mój pech, że tak źle trafiłem. Nowoczesny park maszynowy też okazał się bronią obosieczną. Wobec jedynie kilku czynnych tras i nawału ludzi ogromna przepustowość wyciągów powodowała straszny tłok na stokach, ponieważ cała ciżba tłoczyła się na niewielkim terenie, nie mogąc skorzystać z większości tras, co na pewno rozładowałoby korki. Tak więc to niczyja wina.
Złe wrażenie jakie zafundowała aura skutecznie tłumi typowo Austriacka dbałość o wygodę klienta. Wszystkie wyciągi wyglądają absolutnie jak nowe, są szybkie, nowoczesne, komfortowe i mają ogromną przepustowość. Obsługa czuwa nad wygodą i bezpieczeństwem narciarzy, czasem nawet do przesady.

Mocno zdziwiła mnie uwaga pana podającego orczyki, kiedy podczas 18 stopniowego mrozu i silnego wiatru podszedł do mnie popatrzył mi na twarz i poprosił żebym zrobił sobie przerwę, bo boi się, że się poodmrażam, gdzie indziej nikt nie zwróciłby na to uwagi.

Kompleksy barowo-sklepowe wspaniale zorganizowane, wszystko przystosowane do ciężkich warunków przemieszczania się w butach narciarskich. Bary zarówno samoobsługowe jak i obsługiwane przez kelnerów, toalety czyste i co najważniejsze w ilości nie powodującej kolejek. Same plusy. Przed wejściami do gondolek zawsze leżą mini pokrowce na deski snowboardowe, a szczytem wszystkiego była darmowa herbata dla zjeżdżających gondolą na dół. Ta dbałość o szczegóły po prostu powala. Tutaj właśnie należy upatrywać wyższości ośrodków austriackich nad, na przykład, francuskimi. "Wypasem" Stubaier może konkurować nawet z najlepszymi (Solden), niestety trasy nie są najwyższych lotów. Brakuje tego jednego, porządnego stoku tak jak na lodowcu Molltaller, gdzie na dobrą sprawę jest tylko jedna trasa, ale za to jaka.

Ogólnie moje wrażenia są umiarkowanie pozytywne, ale czy tu kiedyś wrócę muszę się zastanowić. Żadnych wątpliwości w tym temacie nie miał za to przygodnie zagadnięty Austriak mówiąc, że cała Austria jest niezła, ale Stubaier to klasa sama dla siebie.

Na lodowcu Na lodowcu
Na lodowcu Na lodowcu
Na lodowcu Na lodowcu
Nasza kwatera Nasza kwatera
Nasza kwatera Nasza kwatera
Nasza kwatera Nasza kwatera
Mapa tras Mapa tras
Mapa tras Mapa tras
Mapa tras Mapa tras