#
Skip to main content

Lech, Zurs, St Anton - inny, lepszy świat :)

Autor: G. Waleczek | |   Austriackie ośrodki
Warth Lech Zurs St Anton (foto:G. Waleczek)
Warth Lech Zurs St Anton (foto:G. Waleczek)
Warth Lech Zurs St Anton (foto:G. Waleczek)

Tym razem wybraliśmy się w znany rejon przez niektórych uważany jako „kultowy”. Mieszkaliśmy w miejscowości Warth, która nie jest tak znana (i ekskluzywna) a jednocześnie umożliwia dostęp do całego regionu narciarskiego Lech, Zürs, St Anton.

Pierwsze dwa dni to mgły, chmury i opady świeżego śniegu. Niezbyt sprzyjające warunki spowodowały że jeździliśmy wyłącznie na trasach w Warth i Schrocken. Jednocześnie te niedogodności spowodowały że następne dni były wspaniałe – dopisała pogoda, a warunki śniegowe były prawie idealne.

Teraz trochę o poszczególnych ośrodkach.

Warth – Schrocken:
Niewielki ośrodek posiadający niezbyt długie trasy. Jednakże w większości to czerwone i czarne całkiem wymagające odcinki. Niewiele niebieskich tras głównie jako niezbyt szerokie „dojazdówki”. Niewiele ludzi w porównaniu do pozostałych ośrodków powoduje że zachowują one dobry stan jeszcze po południu, daje to możliwość miłego szusowania na zakończenie dnia po powrocie z innych ośrodków.
Nowa gondola pozwala na przemieszczenie się do sąsiedniego ośrodka – Lech (powrót również tą samą gondolą – nie ma bezpośrednich tras narciarskich).

<content>19112</content>

Lech:
Bardzo często łączony z Zurs ale to dwa niezależne tereny narciarskie. Lech zasługuje na miano mekki narciarstwa pozatrasowego. Szukający tras przygotowanych raczej nie mają tu czego szukać. Trochę czerwonych tras poprowadzonych z wyciągów które głównie okupują freerajdowcy nie stanowi wystarczającej motywacji aby dłużej zagrzewać tutaj miejsca. Początkujący natomiast znajdą natomiast wspaniały rozległy teren pokryty wieloma trasami niebieskimi.

<content>40859</content>

Zurs:
Zjazd „do miasta” w Lech, przejście na drugą stronę ulicy, gondola i …. Przenosimy się do kolejnego ośrodka. Zurs zaspokaja oczekiwania jednych i drugich. Trudno mi oceniać wartości terenów pozatrasowych bo to „nie jest to co tygrysy lubią najbardziej”, ale czerwone i trochę czarnych tras sprawi rzeczywistą radość tym którzy puch lubią oglądać a niekoniecznie w nim szusować. Zdecydowanie dłuższe trasy niż a Warth, o podobnym stopniu trudności, zapewniają zdecydowanie większe wrażenia krajoznawcze i widokowe. Powrót do domu to wybór jednego z wariantów: wielbiciele puchu mogą wybrać powrót na nartach poprzez Zug, pozostałym pozostaje SkiBus który zawiezie ich do Lech potem parę wyciągów, gondola i przyjemne czarne i czerwone w jeszcze dobrym stanie w Warth na „dobicie”.

St. Anton:
Zanim nie wybraliśmy się do St. Anton byłem zawiedziony i uważałem że skipass jest znacznie przepłacony. Wszystko zmieniło się w ostatnie dwa dni. Kolejna przeprawa do Lech, skibuss który zawiózł na pod pierwszy wyciąg w rejony St. Anton i ….

… inny świat …
Ośrodek (w połączeniu z St. Christoph i kilkoma mniejszymi) ma zdecydowanie inny charakter. Zwolennicy puchu nie mają tu czego szukać, natomiast  „rossoneri” będą zadowoleni. Duży wybór tras czerwonych z kilkoma naprawdę wymagającymi czarnymi sprawia że jest „gdzie pojeździć”. Długie w wielu odcinkach szerokie lub bardzo szerokie trasy sprawiają dużo przyjemności. Nie udało nam się zwiedzić wszystkich – dość rozległych tras – ale i tak zrobił na nas największe wrażenie. Szczególnie zjazd czarną trasą na której rozgrywano zawody alpejskiego PŚ. Miałem okazję „zaliczyć” już parę tras alpejskiego PŚ ale ta w St. Anton jako trasa biegu zjazdowego … powiem tak: moja wyobraźnia tego nie ogarnia !!!.

W drodze powrotnej wstąpiliśmy na krótko do Shwangau i oglądaliśmy zamek króla Ludwika Bawarskiego znany z bajek Disney’a. No cóż … trzeba tu jeszcze wrócić i zwidzić zamki z nieco bardziej sprzyjających warunkach pogodowych.

Zapraszamy do galerii

Dodaj komentarz