#
Skip to main content

Freeride – sposoby działania

Autor: Jacek Trzemżalski | |   Freeride
Helikopter ląduje na Mont Dormillouse (2974 m) - Sestriere (foto: archiwum Autora)

Obiecałem zająć się tematyką wiązań i butów do jazdy pozatrasowej. Zanim jednak omówię ten obszerny temat proponuję kilka słów wprowadzenia w sposoby działania w dzikim terenie. Wybór sposobu działania wpływa bezpośrednio na to, w jaki sprzęt musimy się zaopatrzyć.

Z wyciągów

Najprostszym sposobem działania jest oczywiście jazda z wyciągów. W wielu miejscach można znakomicie pojeździć poza trasami bez konieczności podchodzenia. Co więcej są miejsca – jak np. Monterosa, gdzie istnieją wyciągi przeznaczone wyłącznie dla freeriderów. We wspomnianej Monterosie takim wyciągiem jest kolej linowa na Punta Indren (3260 m), skąd nie ma w ogóle zjazdu ratrakowaną trasą.

Każdą aktywność pozatrasową należy podejmować z głową. Dotyczy to także tej – wydaje się – najbezpieczniejszej formy działania. To tylko pozory. Już niedaleko od trasy jesteśmy narażeni na lawiny. Dlatego najważniejsza jest cierpliwość i rozwaga. Warto poświęcić czas na poznanie miejsca, gdzie się wybieramy i na miejscu zdobyć podstawową wiedzę topograficzną. Dzięki temu, że freeride robi się coraz popularniejszy o wielu rejonach powstały przewodniki książkowe, opisujące najciekawsze zjazdy. Wiele informacji można też znaleźć w internecie.

Nieocenionym pomocnikiem jest w tym przypadku tzw. lokals. Jeśli nie jesteśmy pewni swojego doświadczenia zimą w górach warto rozważyć wynajęcie przewodnika. To oszczędzi nam wielu wątpliwości.

Oczywiście możemy poskręcać w najbliższej okolicy tras, a nawet wzdłuż trasy, ale niewiele ma to wspólnego z duchem prawdziwej jazdy freeride. Zawsze w miarę bezpiecznym terenem będzie rzadki las, przy czym trudniej jest ocenić wtedy tzw. drogi wyjścia, bo ich po prostu nie widać. Warto oswoić się z myślą, że trzeba będzie odpiąć narty i podejść z buta. Albo z foki...

<content>19112</content>

Free Tour

Jeśli już pojawił się temat fok, to od razu poruszę szerokie zagadnienie o nazwie Free Tour. Zjawisko to różni się od klasycznego skitouringu tym, że naszym celem jest przede wszystkim zjazd, a podejście traktujemy tylko jako sposób przedostania się po punktu startu lub sposób wydostania się z terenu po zjeździe. Siłą rzeczy Free Tour uprawiamy na szerokich freeridowych nartach, do których na podejściu montujemy foki.

Taka aktywność daje o wiele większe możliwości działania w terenie niż jazda tylko z wyciągów. Ufając w własną kondycję możemy zaryzykować zjazd do całkiem innej doliny i powrót z foki. Ostatecznie uniezależnia nas to całkowicie od wyciągów, bowiem możemy z założenia wybrać mniejszą ilość zjazdów, dostając się w górę wyłącznie z foki. Foki to oczywiście nie wszystko by podchodzić. Nasze narty muszą być wyposażone w odpowiednie, uchylne wiązania. Na rynku istnieje kilka systemów, ale najbardziej komfortowe, bo najlżejsze, wydają się być wiązania pinowe. Do takich wiązań musimy oczywiście mieć odpowiednie buty, wyposażone na czubach w punkty mocowania wiązań pinowych (charakterystyczne dołki).

Nasze polskie góry – zwłaszcza Bieszczady, Beskidy czy Karkonosze, ze względu na relatywnie małe zagrożenie lawinowe (co nie znaczy, że go w ogóle nie ma! Zwłaszcza w Bieszczadach i Karkonoszach na odsłoniętych stokach!) – idealnie nadają się właśnie do aktywności Free Tour. Siłą rzeczy popularność takiego działania z roku na rok rośnie, a w pogodny dzień, po świeżym opadzie śniegu ślady podchodzenia gdzieś w sercu Beskidów nie są już niczym sensacyjnym.

W mojej indywidualnej ocenie właśnie aktywności Free Tourowa stanowi samą esencję freeride. Po wysiłku włożonym w podejście docenimy każdy zjazd, a przy okazji – co bardzo ważne – podczas podejścia mamy możliwość zaznajomienia się z terenem działania.

Autor podczas Free Tour w Tonale (fot: archiwum Autora)
Autor podczas Free Tour w Tonale (fot: archiwum Autora)

Heliski

Na koniec najbardziej wyrafinowana – choćby ze względów finansowych – forma freeride, czyli działalność z użyciem helikoptera. Podstawową przewagą śmigła jest nie tylko najbardziej komfortowa forma transportu w górę, ale przede wszystkim możliwości wykonania najdłuższych zjazdów, co w przypadku gór europejskich oznacza pokonanie magicznej granicy 2000 metrów różnicy wysokości (vertical drop: czyli vd). Choć znam takie miejsca, że podobną różnicę wysokości można osiągnąć bez śmigła, ale z podejściem np. w Passo Tonale (zjazd Pisgana), czy we wspomnianej Monterosie (np. Malfatta), o klasyku alpejskim Valle Blanche, czyli zjeździe do Chamonix nie wspominając. Warto zdawać sobie sprawę, że wydatek na śmigło to w pakiecie także wydatek na przewodnika, bez którego nie wsiądziemy do helikoptera. Przewodnik alpejski z uprawnieniami UIAGM nie tylko stanowi rękojmię bezpieczeństwa (oczywiście nigdy 100%!), ale przede wszystkim najlepiej zna teren do jazdy.

Sam lot helikopterem też oczywiście stanowi atrakcję, ale raczej trudno tu o jakieś ultra spektakularne emocje. To jak jazda oszkloną windą, tyle że w 3D. Jeśli jednak pilot nieco się postara (np. niski przelot nad granią) to wrażenia z lotu w terenie górskim mogą być niezapomniane.

Miałem to szczęście, że w kilku spektakularnych miejscach mogłem skorzystać z helikoptera, a liczba lotów dawno przekroczyła wartość jednocyfrową. Gdybyście mnie zapytali gdzie było najlepiej, to wcale nie odpowiem, że na Monterosie, gdzie lądowaliśmy na wysokości 4000 m. Najlepszy Heliski w Europie jest w Valgrisenche. Bocznej odnodze Doliny Aosty, zwanej Małą Kanadą. Ale o tym kiedy indziej.

 

Do zobaczenie na śniegu!

Jacek Trzemżalski

 

Jacek Trzemżalski

Autor jest twórcą i był długoletnim redaktorem naczelnym „SKI magazynu”.

Aktualnie większość zimy spędza poza trasami.

 

Dodaj komentarz