#
Skip to main content

Freeride – pierwsze kroki

Autor: Jacek Trzemżalski | |   Freeride
Niedaleko od trasy - Aprica (foto: Jacek Trzemżalski)

Zanim wybierzecie się do sklepu po wymarzone szerokie narty do jazdy w puchu, przeczytajcie kilka słów, jak wykonać pierwsze kroki w jeździe pozatrasowej. Czego warto spróbować, a czego unikać.

Niedaleko od trasy - Sestriere (foto: Jacek Trzemżalski)
Niedaleko od trasy - Sestriere (foto: Jacek Trzemżalski)
Ski ruta (foto: Jacek Trzemżalski)
Ski ruta (foto: Jacek Trzemżalski)

Tylko dla techników

Wiele osób pyta mnie, czy freeride mogą uprawiać wyłącznie narciarze, dysponujący dobrą techniką jazdy? Niestety jest to prawda. Jazda poza trasą wymaga większych umiejętności. Jesli chodzi o technikę jest to sama esencja narciarstwa. Freeride nadaje się dla narciarzy o większym doświadczeniu, lepszej kondycji, a przede wszystkim dysponujących większym spektrum technik skrętu. Kiedyś trasy w Polsce były słabo przygotowane – „ratrakowane od święta”, więc łatwiej było o naukę jazdy „terenowej”. Co by nie mówić był to znakomity poligon freeride. Obecnie, jeśli uczyliśmy się jeździć wyłącznie na dobrze przygotowanej trasie, a jeszcze z przewagą jazdy „carvingowej”, niewiele nam to da poza trasą.

<content>19112</content>

Gdy znajdziemy się w dzikim terenie, często to właśnie jego ukształtowanie wymusza na nas miejsce skrętu. Trzeba być na to przygotowanym i odpowiednio reagować. Szeroki skręt „carvingowy” może przyda się na szerokiej i gładkiej połaci śniegu, ale trzeba także perfekcyjnie opanować ześlizg, by reagować na zmieniające się warunki terenowe, a także śniegowe. Musimy mieć opanowane techniki wąskiego skrętu z odciążenia, które przydadzą się w stromym terenie. No i przede wszystkim trzeba zdawać sobie sprawę, że intensywna praca udami góra-dół to poza trasą chleb powszedni. Poza wymogami, które sprawia samo skręcanie – jak już wspomniałem – nogi muszą aktywnie reagować na zmieniającą się powierzchnię śniegu.

Pierwsze kroki

Dysponując „zwykłymi” nartami na przygotowaną trasę, o głębokim wcięciu i do tego niezbyt długimi, niewiele powalczymy w puchu. Takie narty dają za małą wyporność i nie możemy się dziwić, że wyjeżdżając poza trasę zapadamy się w śniegu i mamy trudność z wyznaczeniem kierunku jazdy. Jesteśmy w stanie jednak wykonać jakieś tam próby, ot chociażby żeby się przekonać, czy jazda w puchu sprawi nam radość. Do wygodnego skręcania – nawet na trasie – potrzebna jest odpowiednia prędkość. Dlatego, gdy wjedziemy z trasy „zwykłymi nartami” na płaski teren przysypany puchem, będziemy mieli ogromny problem ze skręcaniem. Można wykonać taką próbę, ale specyfiki jazdy w puchu nie poczujemy. Poczujemy za to zniechęcenie, że narty nie chcą skręcać. Dlatego takich prób na dłuższą metę należy unikać, chyba że mamy do przejechania niedługi odcinek zwyczajnie na wprost. Wtedy jak najbardziej! Do poza trasowych pierwszych przymiarek prawdziwej jazdy, wybierzmy zatem stromy teren – najlepiej tuż przy czarnej trasie, po świeżym opadzie śniegu. Oczywiście trzeba mieć pewność, że nie spowodujemy lawiny! Na krótkich, stromych kawałkach przykrytych puchem uda nam się skręcić „grawitacyjnie” z odbicia nawet na wąskich nartach. Nie będzie to wielkie halo, ale zawsze coś!

Ski ruty

Drugi sposób poznanie swoich możliwości to popularne – zwłaszcza w Austrii – ski ruty. Są to trasy nie ratrakowane, oznaczone pomarańczowym rombem. Posiadając wąskie narty nie ma się co na nie pchać po świeżym opadzie śniegu, ale jeśli są one już rozjeżdżone, a śnieg wciąż jest miękki, warto spróbować. Pozwoli nam to w miarę bezpiecznie sprawdzić jak się będziemy czuli „poza trasą”. Niektóre ski ruty to często prawdziwe wyzwanie, więc nie ma co ich lekceważyć. Taka wycieczka wiele nam powie o samych sobie: jak się czujemy w nieprzygotowanym terenie, często trochę dalej od ludzi na stoku i dalej od wyciągów. Można poczuć już trochę ducha freeride. Jest to przy okazji przygoda sama w sobie i ciekawe uzupełnienie narciarskiej „stokowej” aktywności. Kilku moich znajomych, właśnie po zabraniu ich na taką wycieczkę, przesiadło się na szerokie narty.

Jeszcze trochę o technice

O technice jazdy sporo już było w pierwszym akapicie. Teraz jeszcze nieco rozwinę temat. Nawet posiadając szerokie narty do jazdy w puchu, które oczywiście są o wiele lżejsze niż klasyczne „carvingi”, wymagane jest dobre czucie balansu przód-tył. W głębokim śniegu, przy niebyt dużej prędkości, sterowanie odbywa się poprzez mocne odciążenie przodów i balans biodrami. Tę technikę, tzn. przejście na tyły, stosuję się poza trasą bardzo często. Czuby nart po prostu musimy za wszelką cenę utrzymać nad śniegiem. Pomaga w tym oczywiście rocker, czyli pogięcie przedniego odcinka nart ku górze (w przypadku rockera obustronnego oczywiście także tyłu). Dzięki temu, że narty są lżejsze łatwiej nimi kierować. Brak wcięcia powoduje, że na trasie i na twardym śniegu nie wyczujemy charakterystycznego dla nart taliowanych wejścia w skręt. No i oczywiście narty do jazdy w puchu powinny być o wiele dłuższe niż zwykłe, przez co też trudniej się skręca. O doborze i szerzej o charakterystyce sprzętu freeride napiszę następnym razem.

Gdzie jeździć

Przez to, że kilkanaście lat, a właściwie zim, spędziłem podróżując po stacjach narciarskich w całej Europie, odwiedziłem niemal wszystkie stacje narciarskie w Alpach, a także kilka w Pirenejach. Znajomi często pytają mnie, jakie miejsca mogę rekomendować? Poza oczywistymi wyborami stacji, gdzie jest największy wybór wyciągów i tras, najczęściej odpowiadam: „tam jest najlepiej, gdzie jest najlepszy śnieg”...

Do zobaczenia na śniegu!

Jacek Trzemżalski

 

Jacek Trzemżalski

Autor jest twórcą i był długoletnim redaktorem naczelnym „SKI magazynu”.

Aktualnie większość zimy spędza poza trasami.

 

Dodaj komentarz