# x
Skip to main content

Alpe Cimbra - Lavarone i Folgaria recenzja ośrodka

Autor: Olek Kaleta | |   Włoskie ośrodki
Alpe Cimbra

Dosyć długo zastanawialiśmy się który ośrodek narciarski odwiedzić. W tym roku (2020) nasz typ padł na nieco mniej znane miejsce, na Alpe Cimbra. Kolejny raz wśród znajomych przeprowadziliśmy szybką ankietę. Najczęściej słyszana odpowiedzią było: Alpe Cimbra, a co to takiego? Dodatkowa podpowiedź: ośrodek to Lavarone i Folgaria. Tutaj już coś ankietowanym świtało w głowie, choć część z nich myliła Folgarię z bardziej popularną Folgaridą. Komuś coś się o uszy obiło, ktoś coś od kogoś usłyszał, ale tak naprawdę nikt nie potrafił nam powiedzieć czegoś konkretnego o tym miejscu. Brak powszechnej wiedzy ugruntował nas w pomyśle by zobaczyć jak można spędzić narciarski urlop w Alpe Cimbra.

Pochyliliśmy się nad mapą ośrodka. Pierwszy czerwony napis wygląda zachęcająco, wynika z niego, że do naszej dyspozycji będzie 104km tras narciarskich, podzielonych tak, że w Folgarii czeka na nas 74km, a w Lavarone 30km (mapa tras) W oczy rzucają się niebieskie i czerwone kolory tras. Z jednej strony oznacza to, że ośrodek jest rodzinny, gdyż większość trudnych (czerwonych) szlaków można ominąć korzystając z łatwiejszych (niebieskich). Z drugiej strony miłośnicy ostrzejszej jazdy po trudnych (czarnych) trasach mogą być trochę rozczarowani, gdyż w każdym z ośrodków czeka na nich jedynie jedna trasa tego typu. Tyle teorii, nie pozostaje nic innego jak skonfrontować te spostrzeżenia z rzeczywistością.

 

W drogę, Lavarone od Katowic jest oddalone o około 1070km. Usytuowanie tego miejsca pozwala podróżować w jego kierunku dwoma alternatywnymi trasami. Pierwsza klasyczna przez Salzburg, Innsbruck, wtedy mamy do pokonania 1070km. Druga, nieco dłuższa 1115km, wiedzie przez Gratz, Klagenfurt, Wenecję. Druga opcja jest godna rozważenia, gdyż w okresie zimowym jest znacznie mniej obciążona, przez co podróż, szczególnie dla kierowców, jest zdecydowanie bardziej komfortowa. Dodatkowo jest tutaj znacznie mniejsze niebezpieczeństwo powstania korków i innych utrudnień w ruchu. 

Przygodę z Alpe Cimbra rozpoczynamy w słoneczną niedzielę w Lavarone. Prognozy pogody rozpieszczają nas, na niebie nie ma ani jednej chmurki, w nocy lekki przymrozek, w dzień temperatura trochę powyżej zera i tak ma być przez cały tydzień. Na parkingach zatrzymało się sporo samochodów, znajdujemy miejsce i jeszcze tylko zakup Skipass. Przy zakupie miłe zaskoczenie w niskim sezonie 6 dniowy karnet dla dorosłej osoby kosztuje tutaj zaledwie 172€. W wysokim sezonie za taki sam Skipass zapłacimy 204€, a w okresie świątecznym 219€. (Dla porównania w Val di Fiemme za Skipass w niskim sezonie zapłacimy 237€, a na Kronplatz nawet 261€. Powyższe ceny dotyczą sezonu 2019/2020.) Szczegółowy cennik na stronie ośrodka. Pierwszy wyciąg (nr 4) i kolejne zaskoczenie, gdzie są ci wszyscy narciarze, których samochody zajmują parking? Nie ma nawet najmniejszej kolejki, większość kanap jest pusta. Podróżując w górę spoglądamy na czerwoną trasę nr 5, tutaj także nie widać wzmożonego weekendowego ruchu. Rozruch na przyjemnie nachylonej czerwonej trasie, sprawia nam wiele radości. Dalej niebieska trasa nr 8, wzdłuż wyciągu nr 5. Dalej w górę wyciągiem nr 6, tutaj odkrywamy uroki czerwonej trasy nr 10, początkowo bardzo łagodna, przechodzi w bardziej stromy odcinek. Odbywamy tutaj parę rundek góra-dół, oczywiście dalej bez kolejek. Dla urozmaicenia dnia zaliczamy także niebieską 11.

Trasa dojazdu do Alpe Cimbra z Katowic (źródło: google)
Trasa dojazdu do Alpe Cimbra z Katowic (źródło: google)
Lavarone. Wyciąg nr 4 i trasa czerwona nr 5 (foto: O. Kaleta)
Lavarone. Wyciąg nr 4 i trasa czerwona nr 5 (foto: O. Kaleta)
Lavarone  trasa czerwona nr 5 (foto: O. Kaleta)
Lavarone trasa czerwona nr 5 (foto: O. Kaleta)
Lavarone  trasa czerwona nr 10 (foto: O. Kaleta)
Lavarone trasa czerwona nr 10 (foto: O. Kaleta)

Czas jednak ruszyć dalej, ciągle czeka na nas czarna 16. Dotarcie do kanapy nr 10 ułatwia nam wyciąg taśmowy nr 9. Wyciąg nr 10 zawozi nas do najwyższego punku ośrodka. Jest tutaj usytuowana klimatyczna restauracja z tarasem, z którego roztacza się przepiękny widok na dolinę oraz bliższe i dalsze szczyty górskie. W oddali można dostrzec trasy Folgarii.

Lavarone. Restauracja z tarasem widokowym (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Restauracja z tarasem widokowym (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Restauracja - widok z tarasu (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Restauracja - widok z tarasu (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Widok z tarasu. W oddali widać trasy Folgarii (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Widok z tarasu. W oddali widać trasy Folgarii (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Widok z tarasu (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Widok z tarasu (foto: Olek Kaleta)

Z tego miejsca ruszyliśmy niebieską trasą nr 22, by odwiedzić punkt najbardziej oddalony od naszego dzisiejszego startu. W weekend na tej trasie panował największy ruch, zgromadziło się tutaj parę szkółek. Dzieci mozolnie wężykiem pokonywały tą skądinąd łatwą trasę. Powrót na górę wyciągiem nr 14 i szybkie zapoznanie się z przyjemną czerwoną trasą nr 18. Aby wrócić na początek trasy musimy skorzystać z talerzykowego wyciągu nr 11. Przed nami ostatnia niewiadoma, czarna trasa nr 16. Nie ma zaskoczenia, tutaj także nie ma zbyt wielu narciarzy, momentami jesteśmy zupełnie sami. Jazda to prawdziwa przyjemność dla nieco lepiej jeżdżących miłośników białego szaleństwa. Nie spotkamy tutaj przerażających bardzo stromych ścian, aczkolwiek należy zachować ostrożność, gdyż trasa ma zmienne nachylenie.

Lavarone. Niebieska trasa nr 22 (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Niebieska trasa nr 22 (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Czerwona trasa nr 18 (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Czerwona trasa nr 18 (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Czarna trasa nr 16 (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Czarna trasa nr 16 (foto: Olek Kaleta)

Aby rozpocząć drogę powrotną należy skorzystać z niebieskiej 19, później 17. Dalszy powrót ułatwi wyciąg taśmowy nr 9, a dalej po śladach, aż do punktu startowego. Oprócz restauracji na końcu wyciągu nr 10 (tej z tarasem widokowym) możemy polecić restaurację u zbiegu wyciągów nr 6 i 7. Mapka ośrodka jest trochę myląca, kolejne wyciągi są ustawione w przybliżeniu w linii prostej, nieznacznie tylko zygzakując. 

W kolejny dzień wyruszamy do Folgarii, gdzie czekają na nas 74km tras. Pogoda zgodnie z prognozami, bez zmian, w nocy przymrozek, w dzień trochę powyżej zera, słońce. Startujemy w Costa, do góry ruszamy wyciągiem nr 1, wyprzęgana kanapa mknie do góry z szybkością 18km/h. Dalej niebieskim łącznikiem do wyciągu nr 3, obsługującego niebieską trasę nr 5 i czerwoną nr 4. Zabawę rozpoczynamy na tej drugiej, dosyć wymagająca, sprawiająca dużo radości. Poranną kawę zaliczamy w barze przy tej trasie. Niebieska 5 też niczego sobie, tutaj można sobie pozwolić na szybką jazdę. Dalej czas na czerwoną 6. Wspaniała szeroka trasa o nachyleniu zachęcającym do szybkiej jazdy na krawędziach. Niestety jest obsługiwana przez dosyć stary, a co za tym idzie wolny, dwuosobowy, wyciąg nr 4. Szkoda, że nie jest szybszy, chętnie byśmy tutaj dłużej zabawili, ale po prostu żal tracić czas, gdy przed nami jeszcze tyle do zobaczenia.

Lavarone. Czerwona trasa nr 4 (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Czerwona trasa nr 4 (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Czerwona trasa nr 6 (foto: Olek Kaleta)
Lavarone. Czerwona trasa nr 6 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czerwona trasa nr 8 widziana z niebieskiej trasy nr 7 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czerwona trasa nr 8 widziana z niebieskiej trasy nr 7 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czarna trasa nr 10 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czarna trasa nr 10 (foto: Olek Kaleta)

Kolejnym celem jest Fondo Grande, do którego docieramy niebieską trasą nr 7 odbijającą z czerwonej 6. W Fondo Grande znajdziemy wszystko to co narciarze kochają najbardziej. Dla początkujących ośla łączka z wyciągiem talerzykowym nr 5, dla dobrze jeżdżących wymagająca czerwona trasa nr 8, obsługiwana przez wyciąg nr 6. Trasa jest szeroka ale połowa jest niedostępna, gdyż zawodnicy nieustannie trenują na niej elementy slalomu giganta. Po zaliczeniu czerwonej trasy udajemy się do wyciągu nr 7, tutaj na czarnej trasie nr 10 można zweryfikować swoje alpejskie umiejętności.

 

W dalszą podróż wyruszamy niezbyt wymagającą czerwoną trasą nr 11 do Serrady. Można się tutaj także dostać łatwą trasą nr 12. Przy górnej stacji wyciągu nr 8 usytuowana jest dosyć futurystyczna restauracja o kolistym kształcie . W Cape Horn, bo tak się nazywa ta restauracja, uzupełniamy zapas kalorii by mieć energię na zwiedzanie Folgarii.

 

 

 Folgaria. Czerwona trasa nr 11 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czerwona trasa nr 11 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Restauracja Cape Horn(foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Restauracja Cape Horn(foto: Olek Kaleta)

W dalszą podróż wyruszamy niebieskim łącznikiem 14a w kierunku Fondo Piccolo. Tutaj chwilę spędzamy na wymagającej czerwonej trasie nr 15, obsługiwanej przez wyciąg nr 9. Następnie przez trasę nr 16 i wyciąg 10, docieramy do wyciągów nr 11 i 12, które zawiozą nas do Snowparku, przygotowanego wzdłuż niebieskiej trasy nr 17. Na okolicznych, łatwych trasach, panuje nieznacznie większy ruch, instruktorzy trenują tutaj jazdę z grupkami kursantów.

Folgaria. Czerwona trasa nr 15 i wyciąg nr 9 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czerwona trasa nr 15 i wyciąg nr 9 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czerwona trasa nr 16 i wyciąg nr 10  (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czerwona trasa nr 16 i wyciąg nr 10 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Snowpark (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Snowpark (foto: Olek Kaleta)

Opuszczamy to miejsce wyciągiem nr 14. Po zjechaniu krótkiego odcinka trasą nr 23, docieramy do miejsca w którym są trzy restauracje – dla każdego coś miłego. W jednej z nich pracuje przesympatyczna Polka, która wprawdzie większość swojego życia spędziła we Włoszech, ale absolutnie nie ma żadnego problemu we władaniu ojczystym językiem. Poruszając się dalej docieramy do dolnych stacji wyciągów nr 16 i 17. Tutaj także można znaleźć bar, ale z rozmieszczonych na nim reklam hamburgerów i frytek wywnioskowaliśmy, że ma mało włoski charakter. W dalszą podróż udaliśmy się wyciągiem nr 17, który częściowo porusza się nad czerwoną trasą 25. Nie mogliśmy się oprzeć jej urokowi i zaliczyliśmy ją kilka razy. Aby dotrzeć do kolejnego wyciągu trzeba skorzystać z niebieskiej widokowej trasy nr 25b. Trasa ta ma takie nachylenie, że jadąc nią jesteśmy na granicy zatrzymania się, ale widoki rekompensują wszelkie niedogodności.

Folgaria. Trzy restauracje (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Trzy restauracje (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czerwona trasa nr 25 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czerwona trasa nr 25 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Niebieska trasa nr 25b (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Niebieska trasa nr 25b (foto: Olek Kaleta)

Dalej krótki przejazd dwuosobowym wyciągiem nr 19. Jego trasa jest wytyczona nad najbardziej skalistym fragmentem ośrodka. Docieramy nim do, naszym zdaniem, najbardziej klimatycznej restauracji, czy też baru. Będąc tutaj nie można się oprzeć pokusie słodkiego deseru z kawą lub bombardino. Przy restauracji ma górną stację wyciąg nr 20. Wzdłuż wyciągu rozpościera się kolejna trasa, która bardzo przypadła nam do gustu, czerwona 28. Jeszcze dla formalności sprawdzamy dwie czerwone krótkie trasy nr 29 i 30. Są równie przyjemne tyle, że obsługuje je wyciąg talerzykowy. Ciekawostką jest to ze na środku jednej z nich jest usytuowany malutki kościółek.

Folgaria. Wyciąg nr 19 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Wyciąg nr 19 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Restauracja przy górnej stacji wyciągu nr 20 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Restauracja przy górnej stacji wyciągu nr 20 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Kościółek na czerwonej trasie nr 30 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Kościółek na czerwonej trasie nr 30 (foto: Olek Kaleta)

Czas wracać do samochodu. Po drodze zaliczamy wyciąg nr 18. Pod którym wytyczono ciekawą czerwoną trasę nr 26, aby dojechać do dolnej stacji trzeba jeszcze skorzystać z fragmentu trasy niebieskiej. Dalej wracamy w zasadzie po śladach. Ostatni odcinek do parkingu pokonujemy łagodną niebieską trasą nr 1. Aby mieć pełny obraz ośrodka na zakończenie robimy rundkę wyciągiem nr 2 i trasą o tym samym numerze. Są usytuowane w bezpośrednim sąsiedztwie parkingu, i są przeznaczone raczej dla osób początkujących, rozpoczynających dopiero swoją przygodę z białym szaleństwem.

Co można powiedzieć o Alpe Cimbra czyli Lavarone i Folgaria?

Folgaria. Czerwona trasa nr 26 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czerwona trasa nr 26 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czerwona trasa nr 1 (foto: Olek Kaleta)
Folgaria. Czerwona trasa nr 1 (foto: Olek Kaleta)

 Osobiście jestem urzeczony tym miejscem. Mocno się zastanawiam czy w przyszłym sezonie znowu tutaj nie wrócić. Ośrodek dysponuje ponad 100km tras narciarskich co powinno zadowolić nawet najbardziej wybrednego narciarza. Różnorodność tras zapewnia warunki dla każdego, od początkujących po doświadczonych i wymagających miłośników białego szaleństwa. Spędzając tutaj czas zastanawiałem się dlaczego tak mało ludzi z naszego kraju zna to miejsce? Może tylko moi znajomi żyją w takiej niewiedzy? W niskim sezonie, w styczniu, jest tutaj zadziwiająco mały ruch. Często na trasach nie spotyka się nikogo, do wyciągów nie tworzą się nawet najmniejsze kolejki. Nie bez znaczenia są też niskie ceny Skipass. Oczywiście ośrodek ma też swoje wady. Część wyciągów jest przestarzała, ale wygląda na to, że są sukcesywnie modernizowane. Obok starych powolnych dwuosobowych krzesełek funkcjonują szybkie czteroosobowe wyprzęgane kanapy. Widać, że włodarze ośrodka mocno zainwestowali w infrastrukturę do naśnieżania. Mimo iż w tym roku w dolinach kompletnie brakuje śniegu, to na trasach panują doskonałe warunki. Co rusz można napotkać, wyglądające na zupełnie nowe, armatki śnieżne. Niektórym narciarzom może brakować w tym miejscu nagich skał i urwisk tworzących alpejski klimat. W mojej ocenie szusowanie w bezpośrednim sąsiedztwie lasów jest równie urokliwe, a pięknych widoków tutaj także nie brakuje. Na zakończenie mogę tylko napisać: DO ZOBACZENIA W ALPE CIMBRA!

Dodaj komentarz